Moje zalecenie: Prokrastynuj na potęgę! Odkładaj więcej!

Moje zalecenie: Prokrastynuj na potęgę! Odkładaj więcej!

Nie, nie oszalałem.

Poznałem typowego korporacyjnego menadżera, który miał typowy korporacyjny problem z odkładaniem swoich zadań na jutro. Pomimo list zadań i wielu aplikacji do zarządzania sobą, które wykorzystywał właściwie. Był mądry, profesjonalny i wiedział wiele o zarządzaniu czasem. Właściwie wiedział wszystko – o prokrastynacji też.

Co więc mogłem z nim zrobić? Skoro przeczytał wszystkie moje artykuły na ten temat i niejedną książkę. Skończył nawet specjalne szkolenie korporacyjne. Wypróbował większość mądrych technik i metod i …dalej prokrastynował. Dodam, że gtd – getting things done, miał w jednym palcu.

Prokrastynował, jak większość, trudne i skomplikowane zawodowe zadania, ale również proste rzeczy, jak choćby wypełnienie formularza w serwisie, w którym bardzo chciał się zalogować, czy zapłatę za wylicytowany towar na Allegro.

I sam nie wiem dlaczego, ale słuchałem go i słuchałem i nagle wypaliłem:

Prokrastynuj jeszcze bardziej

Nastąpiła cisza. On zamarł w bezruchu, zapewne zastanawiając się, co za eksperta sobie zafundował. Ja też zamilkłem zastanawiając się nad szaleństwem moich słów do niego.

Wypowiedziałem je, bo to był moim zdaniem jedyny sposób, żeby Paweł dowiedział się dlaczego w ogóle prokrastynuje. Skoro do tej pory nie udało mu się zwalczyć tego, to nie zna też odpowiedzi na pytanie: dlaczego tak, a nie inaczej postępuje. A skoro przy tym poziomie prokrastynacji nie zna, to trzeba ją nasilić.

Po chwili takiej „ciszy na morzu”, Paweł zaczął: „ nnnooooo dooobraaa (z wrażenia zaczął przeciągać sylaby, ale szybko mu minęło) – w sumie to ja już wszystkiego próbowałem, więc czemu nie?”

I tak nastapił:

Eksperyment prokrastynacja no limit

Paweł: To co konkretnie mam robić?

Ja: Masz spisane swoje cele, priorytety i listy zadań na poszczególne dni, twórz je dalej, patrz codziennie na to co masz wykonać i odkładaj na jutro dwa razy więcej. Nie przymuszaj się do pracy, do zrobienia czegokolwiek. gdy wyczujesz ten rodzaj odpychającego napięcia od realizacji czegoś. Pomyśl, co czujesz gdy nie podejdziesz do tych zadań – nie myśl o konsekwencjach. Postaraj się o analizę tego co będzie się działo z Tobą w te dni – zapisuj wszystko, nawet jeśli wyda Ci się trywialne i głupie. No i nie naraź się na utratę pracy – dasz radę tak przez tydzień bez konsekwencji?

Paweł: Spoko – tydzień będzie OK.

Po tygodniu…

Trochę z duszą na ramieniu czekałem na to spotkanie. To był mój pierwszy klient, który robił źle, a ja kazałem mu robić jeszcze gorzej.

Gdy zaczął spotkanie z radosną miną i słowami „ Już wszystko wiem” – naprawdę odetchnąłem.

Co takiego się wydarzyło? Paweł odpychał w ciągu tygodnia wszystko, do czego zabranie się, wiązało się z napięciem i pewną niechęcią. Odpychał tak wiele, że wytworzyła się pomiędzy nim, a zadaniami wystarczająco duża przestrzeń. W tej przestrzeni czuł się bardzo dobrze. Jak sam określił, wręcz: „wolny jak ptak”. Odczuwał ogromną przyjemność i brak ograniczeń. Wcześniej, gdy myślał o konsekwencjach i prokrastynował mniej, przestrzeń była zbyt mała dla niego, aby wyciągnął z niej wnioski.

Wnioski…

Nie robienie różnych rzeczy, służyło w jego przypadku osiągnięciu uczucia pewnego ukojenia, wręcz szczęścia. Teraz wystarczyło znaleźć sposób na to aby zrobić w życiu Pawła miejsce na tego rodzaju doświadczenia. Inne miejsce i czas niż ten, gdy patrzy na listy zadań. Jeśli odpowiednio dużo wolności, szczęścia i ukojenia ulokujemy gdzie indziej – problem prokrastynacji Pawła pęknie jak bańka mydlana, bo odkładanie na jutro straci swój cel.

Lekarstwo… znowu dobre nawyki

Paweł sam sobie zadał pytanie, kiedy zdarzało mu się odczuwać coś podobnego. Okazało się dość typowo: „na łonie natury”, ale rzadko sobie na coś takiego pozwala.
Dlaczego? Bo nie planuje chwil wolnych, one go zaskakują, po prostu nagle jest weekend, z którym nie wiadomo co zrobić. Czasem dzwonią znajomi, jakieś spotkanie na szybko, raczej „miejskie” przyjemności, a czasem niezrealizowane zadania nadrabiane są w soboty i niedziele.

Zaprojektował więc i wpisał w swój grafik, częste, krótkie wypady za miasto. I tego się trzyma. Stara się zrobić z kontaktu z przyrodą, swój dobry nawyk. To nic wielkiego – czasami zwykłe pikniki w lesie pod Warszawą, a czasem spacery w powszedni dzień wieczorem nad Wisłą, tylko tą wiejską a nie bulwarowo-stołeczną. Po kilku tygodniach stwierdził, że przestaje prokrastynować, tak po prostu, sam z siebie. Nie ma już po co.

A gdybym spotkał się z nim i zwyczajnie powiedział: „Chłopie – zagoniony jesteś zwyczajnie, odetchnij trochę”? Nic to by nie dało – zgodnie tak stwierdziliśmy.Zresztą wszyscy mu to mówili. Nie od tego jest coach.

Paweł to Paweł, a Ty to Ty. Na niego ten sposób był dobry, dla Ciebie niekoniecznie musi. Twoja prokrastynacja może działać po to aby realizować zupełnie inne cele i czemu innemu służyć. Masz z nią problem? Pisz i dzwoń. Z góry Ci za to dziękuję i życzę Ci dobrego dnia :-) Szacunek, jeśli doczytałeś aż dotąd.

4 Komentarze

  1. Miałem kiedyś podobny problem. Rozwiązałem go właśnie w taki sposób jak zaproponowano – tworząc plan dnia/listę zadań na samym początku umieszczam tam czas na relaks – totalnie odcinam się od pracy. Taka nagroda dla samego siebie za dotychczasową ciężką pracę. To jest „termin” nienaruszalny. Dzięki temu serio możesz się odciąć i zrelaksować. „Przypadkowym” chwilom relaksu najczęściej towarzyszy poczucie presji – „Powinienem pracować!” – nie ma tu mowy o odpoczynku. Polecam spróbować każdemu.

    Odpowiedz
    • Pawle… dzięki za komentarz :)

      Odpowiedz
  2. Mam podobnie jak Paweł. Mogłabym pisać bloga o organizowaniu swoich działań w czasie, brałam udział w kilku świetnych szkoleniach, przeczytałam sporo lektur, m.in. wykopaną na allegro książkę „Zarządzaj swoją energią a nie czasem” Tony’ego Schwartza, używam Nozbe, Evernote, próbowałam Excela, Worda, Asany, Goal i mapy myśli. Znam metodę SMART, GTD, Eisenhowera. I nadal odkładam, odkładam, odkładam. Powody są chyba takie: nie jestem przekonana na 100% do swoich celów (nie mogę znaleźć tych dopasowań 10 na 10, tego poczucia, że cel i ja jesteśmy sobie przeznaczeni, że tylko te, żadne inne) i nie umiem wybierać, odrzucać. Gdy tylko coś wybiorę, od razu energia idzie w stronę tego co odrzucone. Wytchnienie dają mi czyste kartki (ale tylko do gromadzenia i porządkowania informacji), ćwiczenia na kręgosłup (trochę jak joga dla zmęczonych) i taniec. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
    • Marzeno, pobierz sobie Ujarzmij Prokrarstynacje z sekcji „Książka za darmo!”
      Z tego co piszesz warto rozpoznac dlaczego tak się dzieje, co jest przyczyną. Żadne Metody i narzędzia nie zadziałają jeśli nie poznasz przyczyny odwlekania, a potem się nią nie zajmiesz.
      Napisałaś: „Gdy tylko coś wybiorę, od razu energia idzie w stronę tego co odrzucone.” ==> hmm… to znaczy, że wybór nie jest do końca przepracowany, jeśli jescze coś w środku Ciebie tego nie akceptuje… I właśnie to coś zabiera energię Ci. Proponuje sprobować pomocy z zewnątrz kto Ci pomoże to przepracować. Wiem, (bo sam doświadczyłem), że samemu jest to ciężkie do przepracowania.

      Odpowiedz

Skomentuj Grzegorz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>