Thank you for waiting – moje wywrotowe podejście do spóźniania

Thank you for waiting – moje wywrotowe podejście do spóźniania

Taka sytuacja. Byłem umówiony na spotkanie z Panią z działu HR w jednej z dużych korporacji w Warszawie. Byłem na miejscu 5 minut później niż się umówiliśmy. Po krótkim przedstawieniu się, zauważyła ona, że się spóźniłem i że to chyba nie przystoi projektantowi czasu. I mnie zatkało…
 
… przyznaję, że byłem zestresowany trochę całym tym spotkaniem i z mojej strony skończyło się to tłumaczeniem. Jednym słowem masakryczny początek spotkania. Brr…. Kolejna porażka do porfolio :)
 
A zatem pierwsza rada:
 

Nie tłumacz się!

Bo to najgorszy początek spotkania, jaki można sobie zafundować. Ostatnio usłyszałem, że dobrą odpowiedzią jest: Dziękuję, że Pani czekała. (Zamiast tłumaczenia się).
 
Pozostaje jednak pytanie: czy projektant czasu musi być idealny pod względem czasu, by móc uczyć innych? Ja wiem, że nie potrafię być takim perfekcjonistą odnośnie czasu. Istotne są sukcesy moich klientów, ich zadowolenie. Moje własne rezultaty i efekty, oczywiście też.
 
Także otwarcie oświadczam tu i teraz – nie jestem chodzącym ideałem :) Bycie na czas – to jest moje największe wyzwanie od zawsze. Tak wiem, jest wiele technik, które spowodują, że będziemy na czas. I cóż…. Działają, ale wymagają ode mnie bardzo dużo energii i koncentracji, by się udawało. To jest męczące dla mnie. I to nie jest naturalne dla mnie. Zdarza się więc, jak w sytuacji powyżej, że nie ogarnę czasu i spóźnię się kilka minut.
 
Obecnie sytuacja jest taka. Na większość spotkań biznesowych jestem na czas, w punkt. Na część spotkań, szczególnie tych bardzo ważnych, np. sprzedażowych, jestem tuż przed. Ale na część spotkań jestem tuż po, kilka minut. Natomiast w życiu prywatnym, gdzie kontrolę sobie odpuszczam – moje spóźnienie, to standard. Przyznaję, że nie jest mi z tym tak wygodnie jak bym chciał by było.
 

Optymizm czasowy – cecha aktywnych

W „Paradoksie Czasu”, autorów Johna Boyda i Philipa Zimbardo, można przeczytać, że większość z nas, ludzi aktywnych, zbyt optymistycznie patrzy na czas i to jest powód, dla którego w efekcie się spóźniamy na spotkania. Wydaje nam się zawsze, że zdążymy, więc robimy jeszcze jedną rzecz, bo mamy czas. I okazuje się, że się przeliczamy.
 
Podobnie jest i ze mną. Dodatkowo, ja bardzo nie lubię czekać i marnować czasu. Mam wolne 10 minut przed spotkaniem? Zaczynam coś robić. Mój błąd.
I pewnie stąd cały ten ambaras z moim spóźnianiem. Ale najważniejsze w tym wszystkim jest nadanie wartości, temu co aktualnie się dzieje: czy zrobienie więcej zaskutkuje wymiernym rezultatem? Jakie będą koszty spóźnienia się lub gonienia na miejsce, tłumaczenia się innym? A marnowania czasu innych ludzi, tych czekających na mnie?
 
Dobrze jest, poukładać to sobie wszystko w głowie, nadać temu jakieś priorytety.
 
I wiesz co? Cieszę się, że napisałem ten artykuł, bo dał mi on znowu punkt do przemyśleń. Powyższy akapit pozwolił mi inaczej spojrzeć, gdzie leży u mnie wyzwanie z punktualnością. Wiem, że ja nie chcę być takim perfekcjonistą odnośnie czasu, bo to nie jest mój priorytet, ale… warto się poprawić.
 
Bo istotny jest dla mnie drugi człowiek, bo zaczynanie tuż przed nie ma sensu. Lepiej po prostu mieć spokojną podróż i wstęp do spotkania. Może i banialuki, ale jakże istotne dla mnie.
 
Mam takie poczucie, że mojej punktualności będzie najwięcej w biznesie, a najmniej w życiu prywatnym. Taki jestem, tak mi odpowiada i nie chce być SUPER punktualny z siły. Mam nadzieję, że moi przyjaciele i znajomi to zaakceptują :)
 
Zauważ, że narzędzia narzędziami, a osobowość i to co mamy w sobie głęboko jest dużo ważniejsze niż kolejna próba programowania nas samych. Dlatego, takie programowanie wg podręcznikowych zasad zarządzania czasem, często się nie udaje. Z tego powodu pracując z sobą, czy z klientami staram się za każdym razem poznać przyczynę skąd to i owo się w nas wzięło.
 
To osobiste doświadczenie powoduje także, że wyznaje zasadę: że dając jakieś narzędzie klientowi musi być ono jak najbardziej dopasowane do niego, bo inaczej nie będzie działać na dłuższą metę. Wewnętrzne impulsy prędzej czy później spowodują porzucenie rozwiązania, które nie pasuje. I z tego powodu, że nie ma co gdybać za bardzo jak wdrażać zmiany w naszym życiu, tylko działać. Życie to zweryfikuje, i wtedy z taką informacją zwrotną możemy wpleść kolejną zmianę, która będzie nam bardziej odpowiadać.
 
A zmianę pt. punktualność zacznę od wyznaczania sobie czasu zaczęcia szykowania się do wyjścia. Mój nowy nawyk na ten miesiąc. Kto jest ze mną? Kto jest za taką filozofią dobrej zmiany?

10 Komentarze

  1. Grzesiu, absolutnie sie z Toba zgadzam. Mysle, ze ludzie kotrzy zawsze sa na czas prowadza nudne zycie z niewielka iloscia zadan. Osobiscie, spoznienie do 5 minut jest dla mnie czyms naturalnym, dozwolnym, wyniakajacym z przypadlosci zycia w wielkim miescie. Ot prosta sprawa- moge zakaladac, ze zawsze w dorodze na spotkanie zablokowany bedzie jeden pas ruchu, zawsze zajeta beda wszystkie miejsca parkingowe, policja zawsze zrobi kontrole trzezwosci. Jak prawdopodobne sa takie przypadlosci? Jakie sa konswekwencje? Albo wychodze 30 minit wczesniej niz trzeba i marnuje pol godziny czekajc na spotkanie jezeli nic po drodze nie wyskoczy. Albo wychodze na czas i raz na 10 razy sie sloznie. Bilans jest chyba oczywisty.Podejmujac decyzje o wyjsciu na spotkanie o okreslonej porze de facto szacujemy ryzyko wystapienia takich czy innych zdarzen, kotre uniemozliwia przybycie na czas.

    Odpowiedz
    • Przemku, dzięki za wsparcie. Zgadzam się z Tobą w 90% :)
      Znam wielu ludzi, którzy są w 95% na czas i mają bogate życie i mają bardzo dużo zadań. Można tak. Tylko to jest kwestia wielu rzeczy :)

      Odpowiedz
  2. Moim zdaniem Pani przesadziła chcąc zabłysnąć znajomością Twojej branży 😉 Punktualne przyjście na spotkanie nie oznacza przyjścia w punkt na daną godzinę. Wszystko zależy od kontekstu, rodzaju spotkania a czasem nawet od kręgu kulturowego. Osobiście wolę osoby przychodzące 5 minut po czasie niż 5 minut przed.

    Odpowiedz
    • Franciszku, jak widać ilu ludzi tyle zwyczajów 😀
      Bedę pamiętał, jak będę umawiał się z Tobą na spotkanie.

      Odpowiedz
  3. Żeby nie spóźnić się 5 minut, trzeba wyjść 5 minut wcześniej, nie pół godziny. Myślę, że pani potraktowała ten „przytyk” z uśmiechem. Z drugiej strony bardziej razi policjant łamiący przepisy, więc przez analogię … :)

    Odpowiedz
    • Widzę, że ten przytyk Pani bardziej zainteresował, niż część pozostała, którą napisałem… :)

      Odpowiedz
  4. Brr… Nie spóźniam się. Ani na prywatnie ani służbowo. Owszem – ZDARZA mi się spóźniać, ale nie spóźniam się. I bardzo razi mnie rozgraniczanie: „służbowo się nie spóźniam, a prywatnie to mi wybaczcie”. Punktualność to szacunek. Należny się również rodzinie i przyjaciołom. Owszem – ZDARZA SIĘ, że się nie da i już. Co robię? UPRZEDZAM i PRZEPRASZAM. :-) A odnośnie pytania, czy „projektant czasu…” Tak :-) Powinien być przykładem tego czego naucza. Tylko wtedy jest wiarygodny. Jak studiowałam to wykładowca nam mówił: Ornitolog nie musi fruwać, ale etyk/moralista, który naucza innych musi żyć moralnie :-)

    Odpowiedz
    • Katarzyno, Tak jak napisałem w artykule punktualność, to moja słaba strona. I wymaga ode mnie nieziemskich wysiłków, by być punktualnie. I tak jak przy biznesie robię wszystko by być punktualny, tak w życiu prywatnym folguje sobie, bo zbyt dużo energii by mnie kosztowało. A ostatnio jeszcze mając dwójkę małych dzieci 6m i 2,5roku… odpuszczam to sobie. A osoby, z którymi jestem umówiony są uprzedzone o tym fakcie. Tyle mogę obecnie zrobić. Jestem jaki jestem, rozumiem, że to może mnie skreślać jako autorytet w tej dziedzinie.

      Odpowiedz
  5. Drogi Grzegorzu, zwykle się z Tobą zgadzam, ale nie tym razem. Odnotowuję tu Moje Stanowcze Nie na spóźnianie się w życiu prywatnym. Oczywiście nie zawsze udaje się przyjść punktualnie, ale świadome zakładanie, że przyjaciele poczekają jest dla mnie nie do przyjęcia. Moja znajoma ma chyba podobne podejście do Twojego, bo zwykle ja przychodzę wcześniej, żeby np. kupić bilety do kina. Ostatnio wszyscy weszli na salę, film się zaczął i trwał dobre 20 minut, a ja czekałam z tymi biletami, aż musiałam się z tego tłumaczyć strażnikowi, było mi bardzo nieprzyjemnie. Innym razem leciałam z nią na wakacje i musiałyśmy dojechać na lotnisko w Poznaniu, wpadła do pociągu w chwili odjazdu, gdyby się spóźniła, musiałabym lecieć sama. Sporo nerwów kosztuje mnie czasem takie czekanie i świadomość, że jestem traktowana lekceważąco, a mój czas jest mniej ważny, a więc Wielkie NIE.
    Pozdrawiam :) Marzena

    Odpowiedz
    • Marzeno, wszystko zależy w jakich sytuacjach poczekają. I od przyjaciół. I od tego jak układasz sobie z nimi relacje. Moi się na to godzą :)
      Odnośnie twoich przykładów: Dla mnie też nie jest do zaakcetowania takie traktowanie i sam tego nie robię.

      Odpowiedz

Przeœlij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>